Zacznij widzieć ludzi takimi, jakimi są, zamiast okłamywać sama siebie, że jesteś empatyczna, lub czujesz innych, czy że miałaś lepsze życie/dziecińswo niż oni. Gucio prawda. W większości przypadków jest to nic innego, jak po prostu stawianie siebie na drugim, lub dalej, miejscu, tylko po to, aby udowodnić sobie, że jest się dobrą osobą. Proces ten zachodzi całkowicie nieświadomie i jest bardzo częsty, szczególnie u kobiet. Ma w sobie również cień, którego wcale nie widać na pierwszy rzut oka, a który dziś Ci przedstawię.
Jako młoda kobieta, tuż po dwudziestce zaczęłam wpadać w różne dziwne związki. Tłumacząc sobie (i innym), jak osoby, z którymi się spotykałam, były “biedne”, jakie miały trudne dzieciństwo, etc. Ani ja, ani nikt z mojego środowiska wówczas, nie widział co tak naprawdę się działo, a działo się sporo.
Uruchomiły się u mnie mechanizmy współuzależnienia. Nie mam tutaj na myśli substancji (choć z czasem także), ale głównie tego, aby po prostu ktoś był. Ktoś, kogo nigdy nie było. Tłumaczyłam sobie, ponieważ ogólnie tak było to nazywane, że jestem empatyczna. To nie miało nic wspólnego z prawdą. I o ile mówimy o kobiecie, która ma 20 lat i może nie wiedzieć, tak z czasem, zaczął być to brak odpowiedniej psychoedukacji. Mimo, że studiowałam psychologię. I niestety muszę przyznać, że obserwowałam to u wielu swoich koleżanek na roku i nie tylko…
Co mam na myśli mówiąc psychoedukację? Mam na myśli fakt, że uruchamiał się w nas wszystkich mechanizm ratownictwa. Chciałyśmy opiekować się kimś innym. Mechanizm skierowany był na zewnątrz. Tak nauczone byłyśmy przez system, że wszystko, łącznie z opieką, musi skierowane być na zewnątrz. Społecznie wręcz wymagane było i często jest, stawianie potrzeb innych przed naszymi. To wyniosłyśmy z domów.
Kolejną kwestią, o której wcale się nie mówi, jest ta, że bycie empatyczną dla innych, bez bycia empatyczną dla samej siebie, to nic innego jak brak odpowiedzialności za siebie. Brzmi dziwnie? Wiem, już tłumaczę.
Pewnie myślisz, że to takie wspaniałe być bohaterką, ratować innych, wspierać, pomagać. To może dotyczyć partnerów, przyjaciół, klientów (za niskie ceny usług), rodziców. Społecznie przyjęte jest, że zawsze musi być ktoś nad kimś, aby była opieka, władza, kontrola. Związane jest to ściśle z brakiem poczucia bezpieczeństwa. Młode kobiety wychodzą z domów i wyuczone są, aby się kimś opiekować. Musi być jakiś rodzic, nauczyciel, etc. Musi być ktoś nad i pod. Tak stworzony jest ten system. Nie jest promowana dorosłość i partnerstwo. Promowana jest kontrola, ponieważ systemowi jako takiemu, na tym zależy. A kiedy jest kontrola, istnieje także strach.
Zatem jesteśmy wyuczone braku dojrzałości. Dlaczego? Ponieważ opiekując się kimś innym, kto nie robi tego dla samego siebie, nie zauważamy, że same jesteśmy w pułapce i robimy to samo. Dalej, oczekujemy, że ktoś nas uratuje. Coach, nauczyciel, bóg, wygrana w totolotka, mężczyzna, etc.
Zaczynają się “nieszczęśliwe” historie, związki, przyjaźnie. Pomaganie innym i ich ratowanie. To często trwa latami i nie ma znaczenia ile mamy pieniędzy. Może być też tak, że kobieta zaczyna zarabiać więcej i utrzymywać Piotrusia Pana. Jednak nikt nie widzi, oceniając Piotrusia, że gdyby nie “mamusia”, nie byłoby Piotrusia.
I tutaj pojawia się pytanie: gdzie jest nasza praca nad sobą?
Kiedy widzisz tylko innych i to, czego potrzebują, omijasz ogromną część pracy nad sobą. Patrzysz na zewnątrz i na to jak, na koniec dnia, ktoś inny ma Cię uszczęśliwić. Kiedy on/ona będzie szczęśliwy, ja będę szczęśliwa. Ok, super jest być w szczęśliwym związku czy przyjaźni, możemy pomóc komuś, kiedy naprawdę tego potrzebuje. Ważne jest pomagać sobie nawzajem i być dla siebie. Jednak każdy ma swoją robotę do zrobienia. I jeśli to, o czym piszę, jest Ci bliskie, Ty masz swoją także.
Weź odpowiedzialność za swoje rany i za to, że zostałaś postawiona w roli ratowniczki, opiekunki czy mamuśki. A może jest tak, że to Tobą nikt się nie zaopiekował, kiedy tego potrzebowałaś i nadrabiasz opieką nad kimś?
Kobiety zastanawiają się dlaczego przyciągają mężczyzn, którzy są nieporadni lub nie traktują ich jak królowe, jakby tego chciały. Przestań matkować, zrób swoją robotę, zaopiekuj się sobą, wylecz swoje rany, to i inni mężczyźni/klienci/przyjaciele się pojawią. Robienie ponad miarę. Nawet w swojej firmie i nie opiekowanie się sobą, bycie wciąż w męskiej energii zapierdzielania.
Widzisz ile odsłon ma ratownictwo i brak dojrzałości? Tak, tutaj chodzi tylko i wyłącznie o Ciebie i o Twoją pracę nad sobą. Wiem, to głębsze niż myślałaś. Tak, od tego jestem, aby nie ślizgać się tylko po powierzchni, ale prawdziwie transformować. To prawda, praca ze mną jest głęboka. Dlatego jest SKUTECZNA.
Fakt, że Tobą, kiedyś nikt nie zaopiekował się tak jak byś tego oczekiwała, nie świadczy o tym, że nie możesz zrobić teraz tego sama. I tutaj niestety pojawia się także druga strona medalu. Ponieważ bardzo łatwo wejść w rolę ofiary. Nieszczęśliwego związku, przyjaźni, nie wystarczająco płatnej pracy. W pracy nota bene ten schemat także się ujawnia.
Może do tej pory patrzyłaś na syndrom ofiary, jako coś “złego”, ale zobacz jaki jest paradoks. Z chęci “pomocy” innym, wpada się w ofiarę. “Ja wszystko robię, wszystko jest na mojej głowie, tylko ja jestem odpowiedzialna, mądra, zaradna”. Tutaj wpada się w ofiarę lub… narcyzm. Bez Ciebie przecież wszyscy by zginęli, nie poradzili sobie. Jesteś NIEZBĘDNA, aby istniał świat. No przykro mi. Każdy kiedyś umrze, a świat nadal będzie istniał. W tej grze nie chodzi tylko o Ciebie. Z drugiej strony, chodzi tylko o Twoją transformację :).
Ani jako ofiara, ani jako narcyz nie zaznasz szczęścia. Można się okłamywać, ale ani siebie, ani mnie nie oszukasz ;). Szczęście jest we współkreowaniu życia, w relacjach, które nas karmią. Szczęście budujemy razem z innymi, poprzez to kim jesteśmy dla innych i oni dla nas. Wszystko stoi na tym, co możemy wspólnie wykreować, kiedy każdy bierze odpowiedzialność za siebie. Tutaj nie ma miejsca na narcyzm ani na ofiary.
Zrobić swoją robotę. Jedyna i prawdziwa rada. Pamiętam, jak przysłuchiwałam się rozmowie mojej nauczycielki z kobietą, której partner nie chciał (nagle) uczestniczyć w zajęciach rozwojowych. Kobieta była mocno nastawiona na to jaką on ma do zrobienia pracę nad sobą i jak to nie bierze odpowiedzialności za siebie. W odpowiedzi usłyszała: “Rób swoją pracę, a on dołączy, wróci”. I tak się stało. Kilka miesięcy później.
Kobieta się nie poddała, nie oceniała, ale także nie była ratowniczką. Nie czuła się lepsza, że ona robi pracę nad sobą i związkiem, a on nie. Z pokorą pracowała nad sobą. Było jaj czasem przykro, wiem, ponieważ rozmawiałyśmy o tym. Brała pod uwagę sytuację, w której musiałaby odejść prędzej czy później, gdyby partner nie pracował ze sobą. Minęło kilka miesięcy i facet ogarnął się tak, jak nikt się tego nie spodziewał. Poza mentorami oczywiście ;).
Można? Można. Trzeba tylko wziąć się za siebie i ani się nie wywyższać, ani nie robić z siebie męczennicy.
Techniki pracy nad tym i innymi schematami, przekazuję w szkoleniu Bogini w Mocy TUTAJ KLIK. Jest to szkolenie sięgające bardzo głęboko i otwierające oczy na to, co się z nami działo i dzieje. Przekazuję w nim wiedzę, której nie znajdziesz w żadnym innym miejscu. Jeśli chcesz rozpocząć tę niesamowitą podróż do siebie i uleczyć miejsca, które są do uleczenia, zapraszam Cię na nie :).
Do zobaczenia!